Cała ulica 3 Maja idzie na stypę. Czy jest jeszcze szansa na to, że będzie lepiej?

– To będzie ekskluzywny salon, wizytówka naszego miasta – cieszą się z kończącego się remontu urzędnicy. – Co nam po tym salonie? Umieramy – odpowiadają na to kupcy. Ulica 3 Maja w Katowicach może jeszcze nie umarła, ale wygląda, jakby się wyprowadzała.
Mało kto zna to miejsce tak dobrze jak Adam Pazera. Przez lata, dzień w dzień, w drodze do kierowanego przez siebie Światowida, kina studyjnego schowanego w oficynie kamienicy pod siódemką, przesiąkał zapachami dochodzącymi z okolicznych sklepów.

Świeże pieczywo, wędliny, perfumy – na tych niewielu metrach między rynkiem a estakadą prowadzącą do dworca kolejowego można było zaopatrzyć się w niemal wszystko. Mimo bardzo wysokich czynszów (prawie najwyższych w Polsce po Nowym Świecie, Marszałkowskiej i Chmielnej w Warszawie oraz Floriańskiej w Krakowie) chętnych do prowadzenia sklepów nie brakowało. Droga i ekskluzywna ulica miała swoich stałych klientów i dobrą markę.

Wypasione fury dalej będą udawać inwalidę

– To tu mieściły się butiki z towarem, którego nie można było dostać w żadnym innym miejscu, a teraz królują second-handy i sklepy z produktami, łagodnie mówiąc, azjatyckimi – opowiada Pazera.

Brakuje mu też kolorowych neonów, odeszły wraz ze starymi najemcami sklepów. Zamiast nich zostały tylko teraz migające światełka w poprzek nowo ułożonych torów tramwajowych.

Na powrót eleganckich sklepów Pazera nie ma nadziei. Nie liczy też za bardzo na to, że rzeczywiście będzie tu teraz przyjazny dla pieszych deptak, bo zawsze znajdzie się jakiś spryciarz, który wjedzie wypasioną furą i będzie podawał się za inwalidę. A także auta służby ochrony, bo wiadomo, że pracujący tam ludzie są zbyt słabowici, żeby mogli zrobić choć kilka kroków. No i będą też auta rzekomych mieszkańców, choć niektórzy z nich mają pewnie dach nad głową zupełnie gdzie indziej. Nie, Pazera, nie spodziewa się po najnowszych zmianach wiele dobrego.

Pani Róża czeka z kawą

W swoich odczuciach nie jest odosobniony, bo żal za dawną 3 Maja ściska też innych: coraz mniej ludzi, coraz biedniej, coraz gorzej.

To, co się dzieje ostatnio, od otwarcia Galerii Katowickiej, jest – jak zapewniają – tylko kolejnym, może ostatnim, epizodem w ciągnącym się od dawna upadku. Bo przecież już od lat 90. wyprowadzały się księgarnie, herbaciarnia (wejście było od Stawowej, ale tylko o kilka metrów od 3 Maja) i sklepy spożywcze.

Historię ulicy w jednym palcu ma pani Róża. Codziennie już od samych drzwi wita każdego szerokim uśmiechem i pytaniem „w czym mogę pomóc?”. Od 10 lat pracuje za barem w stylowej kawiarni i cukierni Chopin, serwującej wiedeńską kawę i desery. Parzy kawę, podaje torty – co kto sobie zażyczy. Na sobie ma perfekcyjnie wyprasowaną białą bluzkę, lakierowane czółenka na stopach i elegancko ułożone włosy. Przyznaje jednak, że pracy obecnie zbyt dużo nie ma, bo teraz na klienta trzeba się naczekać. Faktycznie w małej kawiarence wczesnym popołudniem zajęty jest tylko jeden stolik, kawę popijają dwie starsze kobiety. – Kiedyś mieliśmy pełno, a tak cieszymy się, jeśli są w ogóle zamówienia w ciągu dnia – pani Róża z żalem spogląda przez szklaną witrynę na nieliczne osoby przemykające po ulicy.

Mówi, że rano i wieczorem próżno szukać tu kogokolwiek. Ewentualnie ktoś pokręci się obok pobliskiego sklepu całodobowego. – Jakiś czas temu, kwadrans przed 18 wtargnął mi do lokalu mężczyzna, który chciał mnie obrabować! Wybiegłam na ulicę, zaczęłam wzywać pomocy, ale żywej duszy nie było. Złodziej jednak najwyraźniej nie spodziewał się, że taka będzie moja reakcja, więc uciekł – wspomina pani Róża.

Dodaje też, że tak źle jak teraz z ulicą 3 Maja jeszcze nie było, a pracuje tu niemal od 40 lat. Wcześniej w miejscu obecnej kawiarni działał mały sklepik, w którym zaczęła pracować zaraz po szkole. – To było takie „mydło i powidło”, sprzedawałam różności potrzebne w domu. Potem kolejni właściciele się zmieniali, prowadzili rożne działalności, a ja ciągle w tym samym miejscu tylko zmieniałam profesje, aż w końcu zaczęłam zajmować się kawiarnią – opowiada pani Róża.

Przypomina sobie lata, kiedy ul. 3 Maja tętniła życiem. – Tutaj można było kupić wszystko, czego człowiek potrzebował – od apteki, przez mięsny, po elegancką galanterię. Ludzie mieli po co przychodzić, a teraz moi klienci nazywają ulicę pustelnią i mają rację. Ja się jednak nie dziwię, że wolą spędzać czas w galerii, gdzie jest mnóstwo lokali, a przy okazji ciepło i nie kapie na głowę – dodaje ze smutkiem pani Róża.

Zegarmistrz tęskni za złotnikiem

Podobnie myśli Marian Kruk, który od 25 lat prowadzi swój zakład zegarmistrzowski na ul. Słowackiego, tuż przy skrzyżowaniu z 3 Maja. Pracę w tym miejscu podjął 35 lat wcześniej, a 10 lat później przejął warsztat. Trafił tu jako uczeń, który od mistrza uczył się, jak działają skomplikowane mechanizmy zegarów. Po otworzeniu drzwi do niewielkiego pomieszczenia zakładu od razu wiadomo, gdzie się znaleźliśmy. Na ścianach wisi kilkadziesiąt tykających głośno zegarów. Pan Marian sam stoi za szeroką ladą i mówi, że za komuny było inaczej. Ludzie byli biedniejsi, więc bardziej szanowali to, co mieli. – Kiedyś w okolicy było kilku zegarmistrzów, teraz zostałem sam. Ostatnio po drugiej stronie ulicy złotnik też zamknął swój interes. To chyba znak czasów. Usługi już przestały się liczyć, odkąd rynek zalała chińszczyzna. Można kupić dziadostwo za kilka złotych, a jak się zepsuje, po prostu je wyrzucić. Mało kto chce już naprawiać, nawet uczniów nie mam, którzy chcieliby się nauczyć fachu – mówi pan Marian.

Mówi też, że 3 Maja była kiedyś ulicą, gdzie można było załatwić każdą usługę – od szewca, krawca, kuśnierza, po złotnika i zegarmistrza właśnie. – A teraz? Same banki zostały, więc jak to ma przyciągać ludzi w to miejsce? – pyta retorycznie rzemieślnik.

Przez chwilę miał cichą nadzieję, że po otwarciu Galerii Katowickiej przez jego ulicę przechodzić będzie więcej ludzi i niektórzy z nich w drodze do tej szklanej pułapki wpadną także do jego zakładu. – A gdzieżby tam! Nikt tu nie chodzi, wszyscy tylko jeżdżą, a auta przecież nikt tu nie postawi, żeby przyjść do zegarmistrza.

Włóczka i wstążki się bronią

Na tym samym rogu, zaraz obok zegarmistrza, mieści się także pasmanteria, której elegancki szyld oznajmia, że miejsce to działa od 1947 roku. Całe ściany sklepu pokryte są od sufitu do podłogi półeczkami, na których równo stoją szpulki m.in. z nićmi, włóczką, muliną i wstążkami – w każdym możliwym kolorze i odcieniu. Chociaż ulica, szczególnie rano i w południe, bywa opustoszała, to w pasmanterii zawsze ktoś się kręci.

Od czterech lat to miejsce prowadzi Anette Lopata, ale pasmanteria miała przed nią wielu innych właścicieli. – W sumie nie obawialiśmy się konkurencji ze strony Galerii, bo pasmanteria to tak specyficzna działalność, że klienci mimo utrudnień związanych z remontami i tak do nas przychodzą – mówi właścicielka.

Przyznaje jednak, że kiedyś 3 Maja było centrum życia Katowic, a pamięta to jeszcze z czasów, kiedy sama była dzieckiem. – To była główna ulica handlowa, wraz z Wieczorkiem (teraz ul. Staromiejska) oraz rynkiem stanowiła prawdziwy pasaż handlowy – dodaje.

Fryzjer stracił przez dziury w chodniku

Kilka metrów dalej natrafiamy na salon fryzjerski, który przy ulicy 3 Maja istnieje od prawie 150 lat. Zakład powstał na parterze kamienicy pod numerem 40. Choć kilkakrotnie zmieniał właścicieli, działa tu do dziś.

Niewielu katowiczan zdaje sobie sprawę, że gdy mijają niepozorną witrynę z napisem „Fryzjer”, przechodzą obok jednego z najstarszych salonów w Katowicach. Salon w 1864 roku założył Teodor Marweg. – Był to pierwszy fryzjer na ulicy, z pewnością żaden inny nie utrzymał się tak długo – opowiada Barbara Orczyk, obecna właścicielka salonu, która przejęła go w latach 70. po swoich rodzicach i prowadziła wraz z siostrą Anną Hońską.

Przed laty zakład reklamował się jako „Najwytworniejszy salon fryzjerski dla pań i panów w województwie śląskiem” i do dziś nie stracił szyku. W oczy rzucają się przeszklone gabloty, w których zamknięte są nieużywane już sprzęty fryzjerskie – przedwojenne, metalowe suszarki, prostownice, lokówki, zalotki, szczotki i nożyczki o różnych kształtach. – Mam wrażenie, że niektóre panie myślą, że my dalej się nimi posługujemy – śmieje się pani Barbara.

Salon po kilku niewielkich zmianach wygląda tak samo jak ten sprzed ponad stu lat. Na ladzie dalej stoi ogromna kasa, pamiętająca jeszcze przedwojenne czasy, i wciąż działa! – Kiedyś do zakładu wkradli się złodzieje i próbowali ją wynieść, ale przy drzwiach ją porzucili, taka jest ciężka – mówi pani Barbara.

Interes przez całe lata szedł dobrze, ale wraz z budową nowego dworca PKP i Galerii Katowickiej zaczęły się problemy. Klientów ubywało. – Panie skarżyły się, że niszczą sobie buty na rozkopanych chodnikach, a w okolicy nie ma gdzie zaparkować, więc powoli przestawały przychodzić – mówi Orczyk.

Teraz właścicielka często wychodzi przed drzwi swojego salonu i spogląda na brudne, nierówne płyty ułożone na ulicy. Myślała, że po skończonym remoncie coś się zmieni, ale zmieniło się jedynie tyle, że wróciły stawki za czynsz sprzed remontu.

Jej zdaniem to dlatego ludzi nie ma na deptaku, bo brzydkie i niewykończone płyty nikogo nie przyciągną. – Inaczej ta ulica prezentowała się w latach 80 i 90. Pamiętam, że był tu ogromny sklep jarzynowy, gdzie całe miasto się zaopatrywało w warzywa. Co więcej, władze miasta miały pod kontrolą to, jakie sklepy i zakłady tutaj powstają, żeby konkurencja była zdrowa, żeby nie trzeba było walczyć o byt – wspomina pani Barbara.

Czy wierzy, że te czasy kiedyś wrócą? – Nie, bo ludzie już odwykli. Zresztą tutaj ciężko się teraz utrzymać nawet młodym przedsiębiorcom. Zaraz obok mnie jest lokal, który w ciągu roku chyba trzy razy zmieniał najemcę, bo nic się tam nie może utrzymać – dodaje. Wskazuje też, że urzędnicy powinni się bardziej zainteresować takim miejscem jak jej salon, bo jest on częścią historii tego miasta.

Pieck już nie chodzi na kreple

Na to, że 3 Maja nie jest już taka sama jak kiedyś, zwrócili też uwagę absolwenci stojącego na rogu ul. Słowackiego liceum. I to nie tylko starsi, którzy chodzili tu wtedy, gdy patronem był jeszcze NRD-owski komunista Wilhelm Pieck, ale także ci z czasów Marii Curie-Skłodowskiej. Paweł Niewiadomski i Jacek Tomaszewski, maturzyści z roku 2002, opowiadają o sklepikach, którymi obrosła prawie każda brama w tej okolicy (kupiłem tu buty, których zazdrościła mi cała szkoła – wspomina Niewiadomski), i piekarni, do której wyrywali się na dużej przerwie po najlepsze w mieście kołoczki i kreple. Kiedy zajrzeli tu niedawno, z trudem to miejsce poznali – bramy zatrzaśnięte na głucho, a po kreplach też już ani śladu.

Na całej ulicy naliczyliśmy 13 pustych lokali. Wyprowadził się nawet sklep sieci Douglas, House i Deichmann, zniknęła apteka, obuwniczy, a także kilka odzieżowych. Kilka kolejnych pewnie wkrótce też pójdzie ich śladem, za szybami już mają kartki zawiadamiające o likwidacji i wyprzedaży.

– Remont 3 Maja kosztował ponoć 40 milionów złotych. Na co było wydawać taką górę pieniędzy? Na stypę? – denerwuje się jeden z miejscowych kupców.

Źródło: katowice.gazeta.pl

Mój komentarz:

Przede wszystkim: dobrze, że się o tym pisze. Artykuł wg mnie trochę przesadzony, ale tylko trochę. Teraz jest bardzo trudny okres dla centrum Katowic.  Rzeczywiście podczas przedłużającego się remontu 3 Maja wiele lokali upadło lub ma problemy z utrzymaniem się (chociaż powstało też kilka nowych, o tym już autorka nie wspomina). Dodatkowo do tego przyczyniło się powstanie Galerii katowickiej (a za półtora roku będzie jeszcze nowy Supersam). Jednak efekty prac remontowych będą coraz bardziej widoczne i ważne jest, aby pilnować, żeby usługi, a za nimi ludzie, zaczęły wracać w te odnowione miejsca. Trzeba poruszać te tematy, trzeba pilnować miejskich urzędników, aby podjęli działania promocyjne, a także np. obniżyli czynsze. 3 Maja wraz z nowym Rynkiem i wyremontowanymi ulicami dookoła ma szansę stać się reprezentacyjnym salonem miasta. Ładnie już jest, lub niedługo będzie (gdyby jeszcze uporządkować reklamy…), teraz musi wrócić odpowiednia funkcja ulicy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przestrzeń publiczna, Społeczeństwo i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s