Nikiszowiec chce wyjść do ludzi. Dzielnica potrzebuje „wabika”

Podczas debaty zorganizowanej w czwartek przez Rossberg Gallery, mieszkańcy i społecznicy dyskutowali o przyszłości Nikiszowca. Ich zdaniem zabytkowej dzielnicy potrzeba miejsc, które regularnie przyciągałyby przede wszystkim katowiczan.
Prof. Irma Kozina w Nikiszowcu mieszka od trzech lat, ale dzielnicę zna od dawna, bo nieraz przyjeżdżała tu ze swoimi studentami.

– Zamieszkałam w miejscu, gdzie architektura jest najpiękniejsza w Katowicach, a może i na całym świecie. Wszyscy się tutaj znają, moje podwórko jest miejscem spotkań – mówi.

Podobne odczucia ma Łukasz Głąb, filmowiec, który przyjechał na Nikiszowiec z Krakowa. – To wioska w środku miasta. Wiele lat mieszkałem w Krakowie, gdzie ludzie są dla siebie anonimowi. Tu jest zupełnie inaczej, nawet w piwnicy mamy sąsiedzki klub, gdzie się spotykamy i rozmawiamy – dodaje.

Żeby było czyściej

Chociaż wszyscy wspólnie uważają, że Nikiszowiec wyróżnia się na tle innych miejsc w Katowicach, to nie oznacza, że nie brakuje problemów. Mieszkańcy chcieliby, żeby było czyściej, a ich dzielnica przestała być dewastowana przez wandali. Narzekają też, że monitoring nie spełnia zadania.

– Faktem jest, że Nikiszowiec zasługuje na większą uwagę i troskę ze strony władz miasta, jak i samych jego mieszkańców. Trzeba zastanowić się nad tym, w jaki sposób to osiągnąć – mówi Przemysław Jendroska, fotograf oraz członek Stowarzyszenia Pyrlik Stalowy.

Elżbieta Zacher, katowicka radna, podkreśla, że dzielnica nie radzi sobie z przyjmowaniem turystów. – Sześć lat temu rozpoczęliśmy promocję turystyczną, ale wciąż nierozwiązane jest kilka spraw. Wycieczkowe autokary wciąż nie mają gdzie zaparkować, więc wjeżdżają na rynek, łamiąc zakazy. Na dodatek dzielnica nie jest przygotowana do przyjęcia większej ilości osób, bo brakuje nawet toalet – mówi radna.

Musi się coś dziać. Może teatr?

Podczas spotkania pojawił się też pomysł na założenie dzielnicowej spółdzielni, która jednoczyłaby ludzi chcących pracować na rzecz Nikisza. – Nie możemy czekać, aż zainteresują się nami urzędnicy czy służby miejskie. Jeśli chcemy zmienić to miejsce na jeszcze lepsze, sami musimy zakasać rękawy – mówi Johann Bros, który powołał do życia fundację Eko-Art.Silesia.

W dzielnicy działa kilka miejsc nastawionych na kulturę, m.in. Cafe Byfyj, kawiarnia Zillmann, Rossberg Gallery, Szyb Wilson czy muzeum, ale to wciąż za mało.

– Częściej musi się coś dziać, żeby ludzie chcieli do nas przyjechać. Nie mówię o hucznych imprezach czy koncertach. Być może raz w tygodniu warto rozstawić kramy z rękodziełem i innymi rzeczami związanymi ze śląską tradycją, a stworzonymi przez tutejszych mieszkańców – proponuje Łukasz Głąb.

Ludziom zależy też na tym, żeby turyści nie tylko jednorazowo odwiedzali ich dzielnicę. – Trzeba przede wszystkim dać powód katowiczanom, żeby chcieli przyjeżdżać regularnie. Przydałoby się miejsce, które przyciągałoby ludzi. Nie chodzi nam jednak o drugą Mariacką, bo ludzie też potrzebują spokoju – dodaje prof. Kozina.

Na początek pojawił się pomysł, żeby opuszczone budynki i puste lokale w ich dzielnicy ożywił np. teatr, na wzór Teatru Żelaznego, który działa na dworcu w Ligocie.

Źródło: katowice.gazeta.pl

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przestrzeń publiczna, Społeczeństwo i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s